spektakle baz@rt re_wizje wydawnictwa edukacja
zobacz galerię:

spektakle

Oresteja

ZOBACZ ZAPOWIEDŹ SPEKTAKLU NA


w spektaklu wykorzystano fragment Materiałów do Medei Heinera Müllera w przekładzie Jacka St. Burasa oraz następujące utwory muzyczne: Doom. A Sigh (Kronos Quartet), Feel (Robbie Williams), Classical Homicide (Dälek), Corpses as bedmates, Ghosts (Third Eye Foundation)

Z siedmiu ocalałych tragedii Ajschylosa największe emocje budzi Oresteja, jedyna zachowana trylogia antyczna. To najpełniejszy i najbardziej wstrząsający opis tragicznej klątwy, którą dotknięty został ród Agamemnona. Nie ma końca powiększająca się wciąż lista ofiar, bo każdy mord pociąga za sobą kolejny, a wymierzana sprawiedliwość daje początek nowym krzywdom. Surowa, ascetyczna konstrukcja dramatu i poetyckie obrazy składają się na okrutną wizję ludzkości, która nie przystaje do cywilizacyjnych ram. Jaka odległość dzieli nasze doświadczenia od tych zapisanych wieki temu? I czy możliwe jest Ajschylosowe pojednanie, szczęśliwe zakończenie, które w świecie tak bardzo rozchwianym ustanawia lub przywraca podstawowe normy życia społecznego? Kim jest Orestes? Być może wszystko, co wydarza się w Argos ma dla niego znamiona chorej, groteskowej wizji, najpierw koszmaru z przeszłości, a później obsesji, powracającej w przejaskrawieniu, we fragmentach, szczątkowo. Czym skończy się dziś jego szaleństwo: ocaleniem czy samozagładą?

 

PRASA O SPEKTAKLU:

"Oresteja" ze Starego Teatru w Krakowie zadziwiła estetycznie. Świat po katastrofie, rozegrany w fascynującej scenografii Justyny Łagowskiej, mimo komiksowej konwencji, w którą Klata ubiera antyczną tragedię, pozostaje w pamięci długo po obejrzeniu przedstawienia. - Klata chyba dojrzewa - można było usłyszeć po spektaklu od widzów zadziwionych tak spójną i konsekwentną wizją reżysera.

 

/"Eksplozja nowej energii na teatralnych scenach", Agnieszka Rataj, Życie Warszawy nr 88, 14-04-2008/

 

 

Klimat spektaklu zawdzięczamy doskonałemu światłu i scenografii. Szczególna w tym względzie jest scena monologu Kasandry (Małgorzata Gałkowska) - postaci, która w swym obłąkaniu wypowiada tylko kilka czystych i zrozumiałych słów. Córka Priama, trojańska wieszczka, mimo że ledwo widziana wśród mgły i popiołów, to jednak krzykliwie jaskrawa, dzięki tłu, które ma za sobą. Mój podziw dla sposobu skonstruowania elementów scenografii i światła jest tak wielki, że to na ręce Justyny Łagowskiej składam moje pierwsze podziękowania za spektakl.

 

Postaci "Orestei" naznaczone są piętnem, które nie wypływa, ot tak sobie, z ludzkich namiętności. Tragizm bohaterów rodzi się z konfrontacji, jaka wynika tylko i wyłącznie z faktu istnienia. Gdzieś nad orestesowym mitem zawieszone są prawa, których nie sposób ominąć i które nie dają szans na wybór między życiem a śmiercią, dobrem a złem. Kluczem jest zemsta, która od pokoleń pcha ród Atrydów ku zagładzie. Nie ma wyboru! Motorem do działań jest Chór, który "podrzuca" postaciom kwestie i przechyla szalę zemsty na stronę krwi, a nie wybaczenia. Symboliczna staje się postać Orestesa, dla którego przyszłości nie ma znaczenia, czy zabije Klitajmestrę (doskonała Anna Dymna), czy też daruje jej życie.

 

Wydawałoby się, że konfrontacja jednostek z odwiecznymi prawdami jest już wystarczająca. Nie! Klata idzie dalej, budując pomost pomiędzy tekstem Ajschylosa i współczesnością, która na początku wkrada się na scenę niezauważona, by na końcu eksplodować. Orestes staje się "mścicielem" - superbohaterem rodem z komputerowych gier, który na białej koszulce wypisaną ma pierwszą literę swojego imienia. Syn Agamemnona cały czas pozostaje jednak dzieckiem, które pchane jest przez fatum na ścieżki przeznaczenia. Orestes nie rozumie do końca motywów, które kierują nim w czasie mordu na matce. I tak dochodzimy do trzeciej części trylogii Ajschylosa, czyli "Eumenid". Na scenie pojawiają się bogowie i WOW! Greccy bogowie z gór Olimpu schodzą do telewizyjnego studia i na koncertowe sale. Absolut zdegradowany zostaje do popkulturowego idola, mającego w sobie tę moc, która wyznacza kierunek i od której zależy dziś życie wielu. Sąd nad Orestesem rozstrzyga Atena, która zdejmuje z rodu Atrydów klątwę rodową. Ajschylos kończy swój dramat. Sprawiedliwość staje się cnotą, która ma zagościć w sądach ateńskiej demokracji. Klata drąży jednak dalej. Samotny Orestes wygłasza na scenie monolog. Sens mitu skupiony zostaje na jednostce. Orestes - człowiek poszukujący sensu, człowiek poszukujący świadomości.

 

Ostatni monolog gdzieś nam ucieka. Fragment z "Materiałów do Medei" nie daje się szybko wchłonąć. Znacie to uczucie? Oglądacie film, czytacie książkę, uczestniczycie w spektaklu, a jednak gdzieś na dnie zostaje otwarte miejsce, niedomówienie. Tak jest z "Oresteją", znakomitym spektaklem, który wymaga powrotu. Ja chętnie wrócę.

 

/Borough of Islingon, Nowa Siła Krytyczna/

 

 

 

Scena zasłana jest grubą warstwą szarego żwiru i zasnuta gęstą, szarą mgłą. Z boku leżą wielkie fabryczne wentylatory. Klata (i scenografka Justyna Łagowska) nie starał się wykreować na scenie żadnej konkretnej rzeczywistości - ani antycznej, ani współczesnej, tak jak nie starał się znaleźć jednego sposobu prowadzenia narracji. Ta pusta, nieprzyjazna przestrzeń jest jak świat sennego koszmaru, który przeżywają bohaterowie Ajschylosa. Albo wypalona tebańska ziemia, na której udają się tylko kolejne zbrodnie. To świat, w którym Elektra (Anna Radwan-Gancarczyk) w stroju grzecznej uczennicy buduje sobie ołtarzyk z zabawek i szczątków ciała ojca, Orestes (Piotr Głowacki), ściskając w ręku The Punisher , komiks o mścicielu, przygotowuje się do roli mordercy, a Ajgistos (Juliusz Chrząstowski) wchodzi na scenę jak upiorny, kaleki showman z kawałkiem szkieletu w garści i porozumiewawczo patrząc na widownię, bezgłośnie wyjaśnia, że ten szkielet to Agamemnon. Za chwilę spokojnym głosem opowie o tym, co wycierpieli jego przodkowie od przodków Agamemnona.

 

A bogowie? Bogowie są tutaj gwiazdami. Apollo (Błażej Peszek) to Robbie Williams popisujący się brawurowym wykonaniem "Feel". Atena (Anna Radwan-Gancarczyk) - filmowa diva w złocistej sukni. Uroczy, zniewalający, narcystyczni, egoistyczni, niedosiężni, nieprzyjemni w swej wyższości nad wpatrzonym w nich Orestesem.

 

Można oczywiście skwitować te zabiegi stwierdzeniem, że to zabawa kulturą masową, ale istotniejsza jest tonacja i cel tej zabawy. Tonacja jest poważna (choć podbarwiona czarnym humorem), niemal fizycznie odczuwa się fatum ciążące nad bohaterami usiłującymi na różne sposoby sprostać rolom, w które wtłoczył ich ciąg zbrodni. I obojętność zajętych sobą bogów, dla których ludzie są jedynie obiektami manipulacji o niepojętym dla śmiertelników celu.

 

Klacie udaje się rzecz karkołomna - tworzenie pojemnych i trafnych scenicznych metafor z elementów, zdawałoby się, do siebie nieprzystających. Nie udałoby się to bez świetnie go rozumiejących i twórczych aktorów. Dzięki nim - a wszyscy grają znakomicie - obcujemy z ludźmi odsłaniającymi swoje wnętrze w sytuacjach skrajnych - i mamy wrażenie absolutnej prawdy. Pewnie i mocno prowadzi rolę Klitajmestry Anna Dymna. Jest w niej i bolesna pamięć o złożonej w ofierze przez Agamemnona Ifigenii, pozorny spokój, gdy podchodząc do krawędzi sceny, opowiada, jak trzema ciosami zabiła Agamemnona, czułość i zgoda na śmierć, gdy przytula Orestesa.

 

Znakomity jest chór (Magda Jarosz, Bolesław Brzozowski, Piotr Grabowski, Andrzej Kozak, Jacek Romanowski), przysypana szarym pyłem gromada w garniturach. Chór komentujący, podbechtujący bohaterów, mający też jakieś własne tajemnicze interesy. Czasami groźny, czasami ironiczny, czasami złośliwy. Chór jest wytworem tej szarej, wypalonej, przeklętej ziemi i wydaje się, że jest groźniejszy niż ścigające Orestesa piękne, wystylizowane na girlsband Erynie należące do świata bogów.

 

Na końcu na scenie zostaje sam Orestes. Posypany przez Chór szarym pyłem, uwolniony od klątwy, ale nieumiejący odpowiedzieć na pytanie, kim jest.

 

/"Oresteja" Ajschylosa: jak w koszmarnym śnie", Joanna Targoń, Gazeta Wyborcza - Kraków nr 49, 27-02-2007/

 

 

 

Kiedy siadamy w fotelach, nad sceną, w białym świetle reflektorów, unosi się już gęsty, gryzący pył. W powietrzu czuć przenikliwy zapach drobnego żwiru, którym wysypano deski. Dojmujące wrażenie, jakbyśmy nagle znaleźli się w strefie prawdziwej katastrofy, chwilę po zawaleniu się jakiejś potężnej budowli. Nic sposób uciec od tego skojarzenia. To nowojorskie Ground Zero, zbiorowy grób tych, którzy uwierzyli, że koło okrutnej historii zatrzymało się na wieki i nic już nam nie przeszkodzi wbudowaniu liberalnego raju na ziemi. Symbolizujące go dwa smukłe wieżowce legły jednak w gruzach, grzebiąc ludzi i po-nowoczesne złudzenia filozofów... Wszyscy pamiętamy te obrazy: z chmury białego pyłu, niczym postacie z głośnych filmów katastroficznych, wyłaniają się nieliczni ocaleni. Właśnie w ten sposób w nowym spektaklu Jana Klaty pojawia się na scenie Klitajmestra.

 

Ta potężna, bosa heroina, ubrana w długą białą suknię, z welonem wpiętym w gęste, potargane włosy, w niczym jednak nie przypomina postaci z amerykańskiego koszmaru. Aluzja do zamachu na WTC ma w spektaklu Klaty bardzo ogólny charakter, stanowi zaczyn wypowiedzi historiozoficznej, a nie politycznej. Klitajmestra Anny Dymnej wyłania się z teatralnej mgły i staje na sztucznym żwirze jak na gruzach cywilizacji, która wydała ją u swych początków - jako bohaterkę archaicznego mitu i pierwotnej tragedii. Ta symboliczna postać jest tu żywym znakiem kondycji człowieka Zachodu i personifikacją jego dziejów, które zatoczyły koło. W zerowej strefie naszej cywilizacji Klata ujrzał antyczną mścicielkę, jakby historia rzeczywiście się skończyła, a czas powrotny wrzucił nas w epokę czystej, nieopanowanej, "dzikiej" przemocy.

 

/"W strefie zero", Jacek Kopciński, Teatr nr 5, 14-06-2007/

 

 



Kup bilet online

Bilety

Wybierz tytuł spektaklu:



cena biletu:

55 zł [normalny];
35 zł [ulgowy]



bilety ulgowe przysługują:
- emerytom, rencistom,
  inwalidom i ich opiekunom
- studentom, uczniom
- posiadaczom Kart Stałego Widza


copyright 2010-2014
Projekt i wykonanie serwisu aem